Mój dziadek jest rolnikiem. Jako dziecko uwielbiałam spędzać każdy wolny weekend u niego na wsi. Najbardziej uwielbiałam momenty zbiorów, w balach większych od mnie samej było coś na swój sposób fascynującego.

Czas zbiorów może być świetną zabawą!

folia kiszonkarska podkładowaKiedy zaczynały się zbiory lubiłam się przyglądać dokładnie całemu procesowi. Z dziecięcym zainteresowaniem czekałam na moment w którym wielka maszyna dosłownie wypluje ogromne bale siana, które za dzieciaka podczas zabaw u dziadka służyły mi za wszelkiego rodzaju twierdze i zamki. Pamiętam, jak dziadek wraz z innymi farmerami rozrzucali trawę tuż po skoszeniu, aby jak najszybciej zacząć jej podsuszanie. Po dwóch dniach dziadek brał mnie do pomocy przy tzw. zabawie w praczkę. Podczas niej ściskaliśmy trawę sprawdzając, czy nie wydobywa się z nich woda. Jeśli tak było, a ręce mimo to stawały się mokre oznaczało to, że trawa jest gotowa do zakiszania. Czasami również razem z dziadkiem wspólnie przetrząsaliśmy trawy, aby przyspieszyć proces suszenia, ileż ja miałam wtedy zabawy! Kolejne dwa dni polegały już na tworzeniu silosów. Dziadek wówczas tłumaczył mi, że im szybciej to zrobimy, tym lepsza jakość kiszonki będzie. Uwielbiałam ten moment, oznaczało to, że już wkrótce moje zamki będą gotowe, a ja będę znów mogła się bawić w rycerza pragnącego oswobodzić swoją księżniczkę z wielkiego, białego zamku! Aby jednak to nastąpiło należało odpowiednio zabezpieczyć zbiory. Służyła nam do tego folia kiszonkarska podkładowa. Owijało się nią wielkie bale, bardzo dokładnie i kilkakrotnie, aby zapobiegać dostawaniu się doń powietrza co, jak tłumaczył mi dziadek, mogło skutecznie popsuć kiszonkę. Dziadek nakładał najpierw pierwszą warstwę, przeźroczystą, taką, która przylgnie do kiszonki pozbawiając jej tlenu, oraz drugą warstwę składającą się już z folii czarno białej, której zadaniem było chronić kiszonkę przed czynnikami zewnętrznymi, oraz utrzymać jej odpowiednią temperaturę.

Jako dzieciak niewiele z tego wszystkiego rozumiałam. Wiedziałam, że jest to niezwykle ważny proces w rolnictwie, niemniej dla mnie liczyła się wówczas jedynie świetna zabawa. Dziś jednak, będąc dorosłą kobietą i odwiedzając z mężem dziadków na wsi, spoglądam na wielkie silosy z ciepłym uczuciem wspominając radosne czasy beztroski.